wtorek, 20 listopada 2012

Nostro sangue rosso, i nostri cuori azzurri!


Och życie, takie jesteś czasem zabawne. Budzę się każdego
poranka i nigdy nie jestem w stanie zgadnąć, w jakim nastroju zastanie mnie to samo łóżko wieczorem... Dzisiaj jest źle. No i co poradzisz? Tak już z nami ludźmi jest i to właśnie jest ta zabawa w życie. Żeby wygrać jak najwięcej wieczorów, kiedy witasz łóżko w dobrym humorze. Ostatnie dwa tygodnie dałam dupy i nic nie pisałam... Bo też i humor mi nie dopisywał, więc jakoś nie czułam natchnienia, tak jakbym nie chciała przekazywać w świat mojej negatywnej energii. A ta była na bank na minusie... Nie wiem co się ze mną dzieje, ale tęsknie i tęsknie. Co najgorsze tęsknie i szukam sensu dla mojego pobytu w Katanii, tak jakbym zatraciła ten pęd, który mnie tutaj przyciągnął. Na początku wszystko było jasne, byłam tu i wierzyłam w to, co się działo, wierzyłam w moje erasmusowe doświadczenie całą swoją osobą. W ciągu dwóch tygodni wszystko stanęło pod znakiem zapytania. I nie jestem w stanie dojść do źródła tych wątpliwości i smutku. Zaczęło się chyba od momentu, kiedy w Katanii nastały deszczowe dni, a ja się przeziębiłam. Zbiegło się to z interesującymi zabiegami Gaetano aby zeswatać wszystkie samotne kobiety w domu. Także skoro Eli jest już wzięta, zostałyśmy my z Amelie. Holenderce wpadł w oko młodszy brat Eli - Emanuelle, także ta dwójka była też już ustawiona. Ostałam się ja... A Gaetano wynalazł dla mnie swojego kolegę z pracy - Claudio. Uznał, że to będzie najprostsza rzecz pod słońcem nas w sobie rozkochać, ale nie wziął pod uwagę tego, że ludzie nie schodzą się ze sobą tak łatwo i szybko jakby się tego chciało. A przynajmniej ja się nie schodzę łatwo i szybko, ja się nie schodzę w ogóle. Jestem mistrzynią tworzenia przeszkód dla swojego własnego szcześcia w miłości, także to nie mogło być takie proste... I nie było.

Claudio złożył nam już ze cztery wizyty w domu, a ja wciąż pozostaję niewzruszoną roszpunką zamkniętą w wieży z własnych kompleksów i niepewności. Oczywiście, w tym przypadku akurat istnieje również obiektywna bariera dla naszej dwójki - język. Ale poza tym facet jest jak marzenie... Nie będę się wdawać w szczegóły, bo nie chcę wyjść na zbyt powierzchowną, a niestety wielu atutów wewnętrznych tego mężczyzny nie jestem jeszcze w stanie wymienić, ale! Muszę przyznać, że siedziałam z głową w dłoniach i ryczałam: "Czego ty więcej kobieto chcesz???!!!" Także nieudana próba z Claudio była jednym z powodów, dla których nie czułam się ostatnio najlepiej. Do tego w domu zrobiła się zwariowana atmosfera, bo po wprowadzeniu się Amelie, wszyscy domownicy bardzo się ze sobą zżyli. Zaczęliśmy przesiadywać wieczorami w salonie, wspólnie gotować, żartować, miło, przyjemnie, rodzinnie, wręcz idealnie! TYLKO że ja wciąż nie mówię po włosku, a oni odmawiają rozmawiania po angielsku, chwała im za to w gruncie rzeczy... Także zrozumienie większości żartów omija mnie szerokim łukiem... Aha, no i jest jeszcze sprawa braku prywatności. No bo jak już tylko zamknę drzwi od swojego pokoju, to jest: "Martulaaaa, a co ty się tak izolujesz? Siedzisz i siedzisz w tym pokoju zamiast pobyć z nami! Od tej samotności tylko się smutna robisz!" No coś w tym jest jak widać, więc co mam robić? No wychodzę, no...


A w szkole zaczęło się robić poważnie... Okazało się, że chyba jednak będę miała się czegoś na tym wyjeździe nauczyć. O Bogowie, i chyba jednak odbędzie się kurs włoskiego! No i profesorowie wcale nie chcą być tacy mili jak mieli być... Wczoraj zjechał mnie profesor, którego nazwisko brzmi prof. Di Nuovo, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy prof. Znowu... Znowu miałam dziś z nim zajęcia i znowu nic nie zrozumiałam!
Ale i tak najciekawsza posada na uczelni to Pan Portier. Bo jak się okazuje, do jego obowiązków oprócz oczywistych: wydawanie kluczy, udzielanie informacji zagubionym przybłędom, monitorowanie sytuacji na obiekcie, należą również zadania specjalne. A mianowicie - Portier otwiera salę wykładową studentom, przynosi laptop profesora, podłącza mikrofon, włącza rzutnik i czeka ze studentami aż profesor łaskawie pojawi się by udzielić lekcji. Także fucha jest niezmiernie poważna, a zauważyłam, że jeden z Panów Portierów zdaje sobie doskonale sprawę z tego, jak istotne jest jego stanowisko i przychodzi do pracy w dresie przybranym jedwabną apaszką!

Przerwa między zajęciami

Co do egazminów - już kiedyś chyba o tym wspominałam, że wszystko jest zdawane ustnie. I jak zdążyłam zauważyć, nie jest to zupełnie pozbawione sensu. Po pierwsze przygotowujesz się i uczysz się ze zrozumieniem, tak żeby być w stanie podyskutować o temacie. Po drugie uczysz się wypowiadać w miarę składny sposób, panować nad tokiem myśli pod dużą presją itd. A po trzecie - dzięki takiemu egzaminowaniu studenci tutaj nie boją się swoich profesorów, są nauczeni pytać, kiedy nie rozumieją i dopytywać, jeśli coś ich zaciekawi. Ja prędzej połknę własny język niż zapytam o coś na forum, nie mówię we Włoszech, bo wiadomo, że to bardziej zrozumiałe, ale nawet w Polsce mam z tym problem. A gdybym miała więcej okazji do rozmowy w cztery oczy z profesorem to pewnie stres byłby znacznie mniejszy. Tak sobie wyobrażam.

Och Jezuniu... Internet mi dzisiaj nie ułatwia zadania. Od dwóch godzin edytuję tego posta i wciąż jest źle... Nie chce się załadować, zdjęcia się nie dodają, tekst mi się zacina. A teraz skasował się cały akapit. Szkoda...

To chyba koniec na dzisiaj, mykam się uczyć, o rety...
Ciao ciao!


Palazzo

    



BOSKI WŁOSKI:
  • Mbare - ziomek
  • La stracciatella - rosół z dodatkiem jaj, tartego parmezanu i gałki muszkatałowej
  • Il odore - zapach
  • Il rumore - hałas
  • Chi minchia guardi?! - co się k***a gapisz?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz