Tak to jest jak się mieszka z zażrtymi fanami futbolu! Zostałam grzecznie wyproszona z salonu, gdzie ze smakiem zajadałam się obiadokolacją przy akompaniamencie "Gilmore Girls" po włosku z angielskimi napisami (tak! teraz i takie cuda lecą w telewizji!), bo o 21:00 zaczyna się mecz AC Milan kontra Dwie Duże Litery Nazwamiasta. Także tak się składa, że muszę od 10 rano słuchać Green Day i Sum41 (no niestety... chłopaki jeszcze dojrzewają...) i okazuje się, że o 10 wieczorem dalej nie mam nic do powiedzenia w sprawie rozrywki w tym domu. Nie ma szans, nie biorę Włocha na męża. Ale apropo rozrywki! W piątek trochę sobie odbiję i porządzę, bo organizuję imprezę na naszym tarasie! Po pierwsze dlatego, że może być ostatni dzwonek pod względem pogodowym, po drugie, bo Gaetano chce spróbować swoich sił w rozmowie z Polakami, więc kazał mi zaprosić wszystkich Naszych, po trzecie - pracuję nad PR. Poza tym trzeba się bawić, bo cóż innego nam pozostało? Kryzys, bezrobocie, brak perspektyw...

A przynajmniej tak swoją rzeczywistość postrzegają młodzi Włosi. Sycylia naprawdę sięgnęła dna, strajki są co najmniej raz w tygodniu, wczoraj ogłoszono, że jedno z dwóch na całą wyspę lotnisk rozpoczyna protest w postaci ograniczenia lotów od 3 listopada do 3 grudnia do minimum! I niestety dotyczy to tego w Katanii, a nie w Palermo... Na szczęście mój samolot leci dopiero 16, ale jak zaczęłam czytać to obwieszczenie, to aż mi tchu zabrakło. Co śmieszne, patrzę na tych protestujących, którzy zbierają się przy najważniejszej ulicy Katanii i widzę jaką oni mają radochę z samego faktu, że się spotkali. Że mają okazję się zobaczyć, wspólnie poskandować i poskakać. Taka to natura tego narodu, kochają zgromadzenia. Nawet jeśli do niczego to nie prowadzi, to tydzień w tydzień dziadek, ojciec i syn idą z transparentami w miasto.
W wielu rozmowach z młodymi Włochami odczuwam duże zniechęcenie tą sytuacją. Wybór kierunku, który studiują jest przede wszystkim podyktowany zapotrzebowaniem na rynku pracy, a nie pasją czy choćby ciekawością. Albo kończą jedne studia i idą na następne, bo nie mają nic innego do roboty. No tak, może dyplom z filologii nie zapewni mi świetlanej przyszłości, ale już z farmacji na pewno...?
Nie pozostaje im nic innego jak zwrócić się do Boga! A zwracać się możesz na każdym rogu, bo co skrzyżowanie to kościół... Podobno przy rekordowej ulicy stoi ich 18. Ja idąc na uczelnię mijam 4 czy 5, a to tylko kwadrans szybkim krokiem. Dzisiaj wstąpiłam do jednego i to nie tylko dlatego, że padało, i natknęłam się na odmawianie różańca. Ładny widok, dobra atmosfera.

Śmieszna rzecz jest tutaj z całusami na powitanie. Najważniejsze - całujemy się wszyscy! Nie tylko dziewczyny, panowie z paniami też i między sobą również owszem tak! I wszystko byłoby dobrze, ale jak przychodzi co do czego, to nigdy nie wiem ile tych buziaczków mam drugiej osobie skraść. No bo u nas w Polszcze to, o ile się nie mylę, daję się jednego. I to w sumie tylko bliscy znajomi, z Panią w kiosku się tak nie przywitam. No a tutaj serdeczność i wylewność każe Włochom całować się dwukrotnie. Dla mnie jest to nienaturalne. Przychodzę na spotkanie, widzę grupkę znajomych i pierwsze 3 minuty chodzę jak lis z kulawą nogą i wymianiam buziaki z każdym z osobna... No trochę głupawe. A już najciekawiej jest jak połowa z tych ludzi to Polacy, a reszta Włosi... O Madonna! To komu ile buziaków? Agata, koleżanka erasmuska, raz usłyszała od drugiej Polki: "Co?! Dwa buziaki?? No bez przesady... Ja na dwa razy całuję się tylko z Włochami..."
W tak zwanym międzyczasie odbyłam wyprawę na Etnę. Jeśli ktoś się nie orientuje, to jest to taka góra, która przez tysiące lat formowała się na skutek ruchów tektonicznych ziemii, którą nazywamy wulkanem i która raz na jakiś czas eksploduje gorącą lawą z wnętrza planety. I nie, Etna to nie Mordor, to nie do niej zmierzał Frodo w celu unicestwienia pierścienia mocy. Chociaż nie zdziwiłabym się gdyby pewne sceny na potrzeby filmu nie zostały nakręcone w tych okolicach. A już na pewno wiem, że w jednym z kraterów został nakręcony teledysk Violet Hill grupy Coldplay. I my ten krater odwiedziliśmy. Co jak myślę oznacza, że dzieliłam pył wulkaniczny z Chrisem Martinem!
Pas ziemi wypalonej przez spływającą lawę
Co tam jeszcze? Jadłam dzisiaj typowo angielski lunch - upieczone bajgle z białym serem i boczkiem. Polecam, palce lizać. Oparzyłam sobie język na bekonie (mimo że widziałam jak skwierczy jak otworzyłam bajgla żeby na niego popatrzeć, i tak ugryzłam, moje neurony są nie w formie), ale należało mi się za to, że kupiłam wcześniej ciastek za 8 euro! Nie chciałam przychodzić z pustymi rękami w gości, ale mogłam od razu nie przychodzić z torbami...
Muszę jeszcze odnotować jedno ważne wspomnienie - w zeszłą niedzielę (21.10) byłam na plaży, opalałam się w bikini, ba! kąpałam się w morzu!!! Kocham taką jesień... Nie jest tak, że nie tęsknię za tą złotą, u nas... Ale to, co się tu wyprawia jest tak dla mnie niezwykłe, że cieszę się jak małe dziecko. Trochę mniej cieszą się Katanianki, które przywołują chłody jak mogą ubierając wielkie wełniane szaliki na uczelni, kurtki przy 20 stopniach to standard, a w sklepach już tylko swetry... Chyba po prostu mają dość słońca i upału, czas na zmianę. Ja też już ciut tęsknię do moich kozaków.

Zaczęła się wreszcie poważna nauka, a przynajmniej ruszyły zajęcia i wreszcie moje dni wygladają mniej jak wakacje... Większości wykładów nie rozumiem, ale nie jest tak, że nie wiem o czym mowa. Po prostu orientuję się mniej więcej, głównie dzięki słowom, które brzmią w każdym języku podobnie, a przynajmniej w polskim czy angielskim (jak widać poniżej, trzeba się wysilić żeby nie pojąć). Także niuanse mi umykają, ale ogół wynoszę ze sobą za drzwi sali. Gorzej jest z jednymi zajęciami, gdzie szczegóły to kwintesencja tematu, czyli psychologia sądowa i kryminologia. Profesor nadaje z tępem karabinu maszynowego, temat jest mi zupełnie nieznany, bo nigdy w życiu się o tym nie uczyłam, a cała sala zaśmiewa się z rzucanych przez wykładowcę co jakiś czas żarcików, których nie mam najmniejszych szans wyłapać... No, ale "piano, piano!" Grunt, że przedmiot jest ciekawy i dwie godziny trwają dla mnie trzy godziny, a nie jak zwykle ze cztery czy pięć :)
Ci vediamo dopo!
Palazzo
BOSKI WŁOSKI:
- la sequenza - sekwencja
- la misura - pomiar
- gli stimoli - bodźce
- la scala ordinala - skala porządkowa
- la varianza - wariancja
- la distribuzione normale - rozkład normalny