I co ciekawe, wiele osób jest nieusatysfakcjonowanych wyjazdem. Fakt, że może też bym była nieszczęśliwa gdybym wylądowała w akademiku - zimnym, oddalonym od wszystkiego, z samymi Polakami na piętrze, bez internetu w pokoju, stołówką na drugim końcu miasta, z kuchnią bez garnków i kubków, bez lodówki i znajomości włoskiego... Ale umówmy się! Kiedy słyszę taką relację, ukazuje mi się również obraz osoby, z którą rozmawiam, i która jest bohaterem tej sytuacji! Jeśli mieszkasz w miejscu, w którym nic ci nie pasuje, a dochodzisz do tego wniosku już po miesiącu pobytu, to do cholery zrób coś, zmień coś, wyprowadzaj się jak najszybciej! I argumentem nie powinna być w tym przypadku sytuacja finansowa, ponieważ jak się okazuje mój czynsz jest o 20 euro wyższy niż opłata za ten pseudo luksusowy akademik. Także wniosek miał być taki, że jak ktoś jest niezadowolony, to sam jest sobie winny! Może nie zawsze, ale często...
Bo nie można być leniem i nierobem! A przynajmniej nie można być jeśli się nim nie było przed przyjazdem. Bo twoja natura nie zmienia się w magiczny sposób po wyjściu z samolotu, kiedy przyjeżdzasz na wymianę. Jesteś w innym miejscu na świecie, na innych warunkach, więcej ci wolno, mniej ci bezpiecznie, ale jesteś i będziesz tylko sobą. Z ladacznicy nie zrobi się świętej, ze świętej nie będzie ladacznicy, ta dam! Przez chwilunię możesz się oszukiwać, ale wtedy... nie będziesz szczęśliwy ani zadowolony z Erasmusa i albo szybko wracasz do dawnych zwyczajów, albo ci smutno, a szkoda!
No ale! Weźmy na przykład taką Amelie! Jej poprzednie miejsce zamieszkania nie odpowiadało jej usposobieniu, ponieważ trzy z pięciu współlokatorek nigdy nie bywały w domu, a pozostałe dwie nigdy nie mówiły i siedziały zamknięte w swoich pokojach i własnych głowach. Także dla ekstremalnie otwartej dziewczyny, która ewidentnie nie potrzebuje prywatności nawet w łazience, życie w takim mieszkaniu było męczarnią. A więc co zrobiła nasza Amelka? Rozejrzała się wokoło i szybciutko przeniosła na Via D'amico, gdzie może swobodnie włazić wszystkim do pokoju, do łazienki, a nawet do łóżka...
P.S. U nas w domu święta już na maksa! Właśnie słyszę Steve'a podgwizdującego "It's beginning to look a lot like Christmas" razem z Michael'em Buble, podczas gdy wspólnie z Eli wieszają bożonarodzeniowe dekoracje. Mamy szopkę w jadalni, ubraną choinkę w salonie i gwiezdny stroik wiszący na każdej parze drzwi. Too much? Pewnie tak, ale ja zawsze byłam fanem świątecznego wystroju i nastroju, także ta cała "szopka" tylko mnie cieszy, lekko śmieszy i przypomina, że już niedługo święta w domu. Mi piace!
Korzystając z okazji, w bożonarodzeniowym uniesieniu, chcę podziękować Oli W. za wspaniałą pomoc przy nauce włoskiego, bo mam nadzieję, że przeczyta i jej będzie miło. Wejdel, jesteś debeściak!!!
Ciaaaaoooo!!!
Palazzo
BOSKI WŁOSKI:
- il presepio - szopka bożonarodzeniowa
- il regalo - prezent
- il Babbo di Natale - Święty Mikołaj
- il albero di Natale - choinka
- la carpa - karp
- la notte di capodanno - Sylwester
Hej! Bardzo spodobał mi się twój blog, szczególnie to w jaki opisujesz swoją katańską rzeczywistość ! Można powiedzieć, że stworzyłaś własny literacki świat tego co tam przeżyłaś. Gratuluję!
OdpowiedzUsuńJako że jestes świeżo ugotowanym erasmusem chciałabym się Ciebie spytać odnośnie spraw organizacyjnych, tzn. jak znalazłaś mieszkanie w catanii?
Buziaki <3